Chcę się tu oprzeć na praktycznym doświadczeniu spotkania, jakie ostatnio miałam z pacjentami, którzy byli u mnie w terapii i ukończyli ją na początku 1995 roku, mają więc ponad trzy lata abstynencji. Z tej grupy nie piją do dziś praktycznie wszyscy: zaczynało leczenie 21 osób, skończyło 18, a tylko jedna przez te 3 lata popijała. Próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie: co akurat ci pacjenci mają ze sobą wspólnego? Co pomagało im trzeĽwieć, zwalczać nawroty, radzić sobie z nimi, żeby się nie rozkręcały?
Przede wszystkim każda z tych osób miała uporządkowaną sytuację rodzinną lub była w trakcie aktywnego jej porządkowania, i to porządkowania zaawansowanego. Oprócz jednej osoby wszyscy żyli w wieloletnim związku. Byli ustabilizowani również pod innymi względami: mieli dobry zawód, z którego byli zadowoleni, prowadzili aktywne życie, uzyskiwali zadowalające zarobki. Tak się złożyło, że w tej grupie nie było ani jednego bezrobotnego, przeciwnie - każdy osiągał pewne sukcesy zawodowe. Około 60- 70% tej grupy podjęło dalsze szkolenie zawodowe (studia, kursy).
Następny czynnik to kontakt z takim środowiskiem bądĽ grupami, które pomagały w pracy nad sobą czy rozwojem osobistym ( w AA, ale nie tylko). Ci pacjenci spotykali się też ze sobą przez całe trzy lata po leczeniu co miesiąc jako grupa wsparcia. Mieli więc punkt oparcia, a większość szukała czegoś więcej w rozwoju duchowym: poprzez kontakt z religią i Kościołem, jogą, hare-kriszna, a nawet parapsychologią. Korzystali też z różnych ofert pracy nad sobą po leczeniu (after-care), nie związanych bezpośrednio z terapią uzależnienia, a więc na przykład ze Szkoły dla Rodziców, treningów komunikacji małżeńskiej, treningów asertywności. Ponadto aż 7 osób z tej grupy przeszło psychoterapię DDA (dla dorosłych dzieci alkoholików), prowadzoną przeze mnie.
Czynniki, które wymieniłam, należą do zewnętrznych, sytuacyjnych, a jeszcze warto powiedzieć, o czynnikach psychologicznych. Jaka wewnętrzna zmiana musiała zajść podczas leczenia, co musiało się stać oprócz samej terapii uzależnienia? Pacjenci, o których mówię - i wszyscy ci, którzy trzeĽwieją w satysfakcjonujący sposób - powinni wynieść z terapii umiejętności czy nawyki, które pomagają radzić sobie z trudnościami wszelkiego rodzaju. I to niezależnie od typu tych trudności, które spotykają ich przecież tak różne, jak różne jest życie różnych ludzi.
- Jedna z najistotniejszych rzeczy to nawyk przyglądania się sobie: swoim zachowaniom, uczuciom, opiniom (żeby nie wydawać ich odruchowo).
- Druga rzecz - to sposób traktowania siebie, czyli nastawienie jak do osoby, dla której warto poświęcić czas, żeby ją zrozumieć. Pacjenci muszą się nauczyć, że kiedy zaczyna się w nich jakieś zamieszanie, wówczas trzeba potraktować siebie serio, nie żałować na to czasu, żeby zrozumieć, co się z nimi dzieje.
- W czasie terapii powinna nastąpić zmiana filozofii życiowej. Alkoholicy przychodzą na leczenie z poczuciem, że życie jest udane, kiedy jest przyjemnie, i najlepiej, żeby tak było natychmiast. Trzymanie się takiej filozofii to nieuchronny powrót do nałogowego stylu życia - nic nie działa tak dobrze, jak chcieliby, tylko nałóg daje przyjemność natychmiast i bez wysiłku. Więc jeżeli z terapii wyniosą tylko umiejętności i okaże się, że wyciąganie przyjemności z życia z pomocą tych umiejętności jest za mało atrakcyjne, to pod wpływem rozczarowania wrócą do nałogu. Nasza terapia w życiu musi zawodzić, jeśli nie zmienimy filozofii na taką, która uwzględnia inne wartości. To w ich realizacji poszukuje się satysfakcji, może ona też być odroczona w czasie, poprzedzona wysiłkiem czy cierpieniem.
- Wreszcie kolej na praktyczne efekty rozbrajania nałogowych mechanizmów. Kiedy pojawiają się trudności, pacjent powinien - w sferze intelektualnej - mieć wyrobiony nawyk analizowania sytuacji, a nie uruchamiania nałogowej logiki "jakoś to będzie" czy "samo się ułoży" . To jest realna i dość częsta pokusa, chodzi o to, żeby umiał zatrzymać ten proces, dokonać analizy i poszukać rozwiązania trudności.
W sferze emocjonalnej najważniejsze jest opanowanie nałogowego regulowania uczuć: pokusy szukania ulgi i uciekania od cierpienia, od tego, że mi Ľle. Bo przecież ciągnie choćby do tabletki od bólu głowy albo głośnej muzyki.
W sferze struktury Ja najważniejsze jest wyrobienie w sobie postawy odpowiedzialności, czyli zdolności do realizowania tego, czego człowiek się podjął, co postanowił, wyjście poza świat wewnętrzny. Często bowiem po zakończeniu terapii wszystko, co jest nowe, pozostaje w głowie, a najbardziej chodzi o to, żeby zmiany nie ograniczały się tylko do poziomu psychiki.
Zofia Sobolewska
|
| |